Andrzej, znany w środowisku jako „Kogut”, to człowiek, którego życiorys mógłby posłużyć za scenariusz do wstrząsającego filmu o upadku i cudownym ocaleniu. Jego historia zaczęła się typowo dla zbuntowanej młodzieży lat 80. i 90. – od szkolnych wybryków, fascynacji punk rockiem i hasłami „no future”. Młodzieńcza rewolta, początkowo wyrażana poprzez muzykę i drobne używki, szybko przekształciła się w równię pochyłą prowadzącą na samo dno egzystencji.
Wyrzucony ze szkoły średniej za wulgarne manifestowanie swoich poglądów, Andrzej szybko wpadł w sidła twardych narkotyków. To, co zaczęło się od marihuany hodowanej w ogródku pod nieświadomym okiem rodziców, skończyło się wieloletnim uzależnieniem od heroiny. Przez lata funkcjonował na marginesie społeczeństwa: bezdomny, mieszkający w zimnej piwnicy, z wyrokiem w zawiasach i organizmem wyniszczonym do granic możliwości. Jego stan był krytyczny – ważył zaledwie 50 kilogramów, zmagał się z ropawicą, wszawicą i zanikiem żył, a jego ciało dosłownie gniło, stając się pożywką dla szczurów.
Mimo sukcesu muzycznego na festiwalu w Jarocinie (Nagroda Publiczności), nałóg odebrał mu wszystko: marzenia, godność, relacje z rodziną i przyjaciółmi. Andrzej otarł się również o mroczne sfery duchowości, doświadczając dręczących stanów lękowych i obecności zła, co tylko pogłębiało jego desperację.
Przełom nastąpił w 1993 roku, w najmniej spodziewanym momencie. Za namową dziewczyny, Marzeny, trafił na rekolekcje charyzmatyczne, traktując je początkowo jako okazję do kpiny lub po prostu darmowego noclegu. Tam jednak zderzył się z rzeczywistością, której nie znał – z bezinteresowną miłością i autentyczną wiarą innych ludzi. W akcie ostatecznej desperacji, będąc na głodzie narkotykowym, zawołał do Boga o pomoc. To, co wydarzyło się później, wymyka się racjonalnemu poznaniu. Podczas modlitwy wstawienniczej Andrzej doświadczył fizycznego odczucia gorąca i natychmiastowego uwolnienia od głodu narkotykowego.
Z medycznego punktu widzenia jego nagłe uzdrowienie i brak objawów odstawiennych po 11 latach nałogu były niemożliwe. Dla Andrzeja był to jednak początek nowego życia. Od ponad 20 lat żyje w trzeźwości, jest szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci. Dziś, jako człowiek wierzący, dzieli się swoim świadectwem, by dać nadzieję tym, którzy, tak jak on kiedyś, nie widzą już dla siebie ratunku.


