Było lato. Wystarczyła chwila – jeden skok do wody. Nieszczęśliwy, zbyt płytki, zbyt szybki. Konsekwencje były dramatyczne: złamany kręgosłup, paraliż, życie na wózku. Młody mężczyzna, który wcześniej nie stronił od imprez i alkoholu, zderzył się z brutalną rzeczywistością – jego ciało przestało działać, a dusza pogrążyła się w ciemności.
Po wypadku przyszły lata depresji, bezsensu i coraz głębszego uzależnienia od alkoholu. Dni zlewały się w jedno, a życie traciło jakikolwiek cel. Wszystko zmieniło się w sposób zaskakujący – przez lekturę książki „Jezus Żyje”. Ten tekst poruszył coś głęboko w sercu i wzbudził pragnienie czegoś więcej.
Momentem przełomowym była modlitwa wstawiennicza, która odbyła się na Jasnej Górze… w deszczu. To tam, pod gołym niebem, wśród modlących się ludzi, dokonało się coś, co trudno opisać – spotkanie z żywym Bogiem. Od tej chwili wszystko zaczęło się zmieniać.
Zamiast alkoholu – Słowo Boże. Zamiast samotności – wspólnota. Zamiast pustki – pokój i radość. Zaczął dzielić się swoim doświadczeniem z innymi, odwiedzał więzienia, dawał świadectwo, pokazywał, że nawet z największego mroku można wyjść.
Znalazł też miłość – żonę, z którą dziś wspólnie idą przez życie, budując je na fundamencie wiary.
To nie jest historia o cudownym uzdrowieniu fizycznym. To historia o czymś ważniejszym – uzdrowieniu serca. O Bogu, który nie cofa czasu, ale daje nowe życie tam, gdzie wszystko wydawało się skończone.


